Filozof, poeta, malarz, twórca programów telewizyjnych

Po ponad dwudziestu latach znajomości nawet sedes jest w stanie wyrazić opinie o człowieku z którym miewał kontakt. Nie mam w sobie cierpliwości sedesu i gdy czyjaś obecność zbyt mi uwiera dystansuje się. W przypadku Sergiusza N. mogę z całą stanowczością powiedzieć, że z biegiem lat rośnie coraz bardziej gwałtownie mój "popyt" na Jego bliską obecność. Dowartościowuje mnie ona, czyni bogatszym intelektualnie i lepszym. Przyjaźnimy się.
A gdyby ktoś uważał, że jedynie obiektywną opinie na nasz temat mają wrogowie, to informuję, że tego typu mniemanie jest istotą pewnej seksualnej dewiacji, łatwo się domyślić jakiej. Sergiusz dewiacji nie posiada. Od zarania naszych wspólnych dziejów niepokoił mnie fakt, że poświęcał niezmiernie dużo czasu na różnego typu "społecznikowstwa". Początkowo uważałem to za marnotrawstwo, potem zacząłem podejrzewać o rodzaj hipokryzji, albo wręcz dopatrywałem się skłonności merkantylnych. Jestem wszakże człowiekiem raczej bystrym i nie odnalazłem w tym niczego, co mogłoby mi zanieczyścić Jego wizerunek. Wszystko co robił, robił poza światłem reflektora, będąc jednocześnie bardzo skutecznym, pełnym pomysłów i inicjatywy. Posiada wyobraźnie i pomysły, które ogromnie wyprzedzają obecny u nas stereotyp myślenia (w najlepszym przypadku) równoległego z kalendarzem. Zakładał fundacje wspierające, wymyślał akcje, żywo reagował na problemy z którymi do niego przychodzono, co w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało mu w prezesowaniu poważnym bankom, dwukrotnemu "wiceministrowaniu", czy prowadzeniu Stowarzyszenia Polska-Ameryka Południowa. Jest błyskotliwie inteligentny. Przy tym (co nie jest częste) niezmiernie łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi. Ma świetnie rozwinięty dar prawdziwego słuchania i rozumienia. Tę łatwość kontaktowania warto przemnożyć przez pięć, bowiem perfekcyjnie włada pięcioma językami (skromnie mawia, ze "dobrze"). Znam ludzi którzy także mówią w pięciu językach, ale w żadnym nie mają nic do powiedzenia. Sergiusz ma. Przy tych niewątpliwych atrybutach, które stanowią o Jego wyjątkowości , fachowości i co tu dużo mówić ,-całkowicie nowym standardzie człowieka, pozostaje "kumplem", facetem który potrafi świetnie grać w drużynie, szanuje ludzi i robi wszystko by ich zrozumieć. (O tym Jego osobliwym rysie charakteru niech stanowi fakt, że kiedy postanowił ożenić się wszystkim swoim przyjaciołom przedstawił przyszłą żonę i każdego dyskretnie poprosił o opinie na Jej temat!).
Czy komuś podoba się Unia Europejska, czy nie to jego sprawa. Mnie się podoba (z drobnymi zastrzeżeniami) i mam świadomość, że jest to rodzaj "pozytywnego szantażu". Nie uczestniczyć, oznacza świadomie skazać się na cień, na uwstecznienie, na światowy ostracyzm. Tego nie wolno nam robić. Ze względu na nasze dzieci. Ale ważne jest, aby ludzie którzy w naszym imieniu startują w tej "sztafecie po szczęście" byli naprawdę zawodowcami. Startuje się po to żeby wygrać, nie żeby podpisać listę obecności. Sergiusz ma wszystkie cechy zawodowca i cos jeszcze. Serce do walki. Wielki bank amerykański uczynił Go prezesem na Czechy. Polaka!. Byli Nim zachwyceni. Mieszkał w Pradze, miał przy boku rodzinę, opływał w dostatki. Po skończonej kadencji zaproponowano mu następną. Tłumaczyłem, prosiłem - bierz to!. Jego odpowiedz była dla mnie zaskakująca. "Wracam do Polski. Jestem jeszcze młody, przydam się na cos krajowi". No nie wariat!?. Wrócił na państwową posadę. Został wice ministrem spraw zagranicznych. (Kolejne doświadczenie niezmiernie przydatne w UE). Przejadał pieniądze zarobione w Pradze, bo uznał, że tu jest potrzebny. Dzisiaj "tu", jest "tam". W Brukseli. To jest miejsce dla Sergiusza. To jest Człowiek dla nas.
Ma pewną wadę, o której mogę powiedzieć, bo i ja ją mam. Nadwagę. Kiedy z grupą kolegów i ich dzieci (sam posiada syna Piotrka, którego świetnie wychował) co roku jeździli na spływ kajakowy, Sergiusz musiał brać kajak czteroosobowy. Państwo rozumiecie - żarcie i te sprawy. Któregoś dnia ośmieliłem się wyrazić niepochlebną opinie na temat Jego brzucha. Spoważniał i powiedział: "Ty się nie śmiej. W cieniu tego brzucha odnalazł spokój nie jeden bezrobotny". Od tego czasu schudł, ale życiodajny cień pozostał. Przydał by się nam w Unii.
Napisałem ponad 1000 piosenek. Niektóre z nich Państwo znacie. Kilka książek. Nagrałem parę płyt. Zrobiłem i prowadziłem ponad sto programów telewizyjnych. Reżyserowałem duże koncerty estradowe. Kiedyś występowałem. Mówiono, że jestem jednym z luminarzy gatunku zwanego "poezja śpiewana". Wygrałem wiele festiwali. Byłem stypendystą wielu fundacji. Jestem także zawodowym malarzem. Mam za sobą prawie czterdzieści wystaw indywidualnych na całym świecie. Może z tego powodu dostałem krzyż Polonia Restituta za wybitne osiągnięcia w sztuce i branżowy order Gloria Artis za to samo. Nazywam się Jan Wolek.